Dzień Świra 8
18.09.2008 :: 02:28
Mój ponowny blogowy start trochę nie wyszedł, nie było notek - ale nietypowo nie z tego powodu, że mi się nie chciało, a z tego, że mnie nie było - wyjechałem. Co nie zmienia faktu, że jakbym był, to pewnie by mi się nie chciało.
Ciekawy tytuł notki, nie? Tak, wiem, na serwisach typu joemonster czy tam innych (c)humorystycznych stronach, istnieje możliwość przeczytania kolejnych części przygód quasi-adasi miauczyńskich, pisanych przez mniej lub bardziej pisarsko uzdolnionych, domorosłych Marków Koterskich. Ale naprawdę, rozumiem tych ludzi. Rozumiem ich narastający sprzeciw wobec rzeczywistości. Żeby nie nazwać tego zwyczajnym wku***eniem.
A tę wyrozumiałość daje mi podróż tramwajem. W sumie, przyzwyczaiłem się do pory letniej, gdy jest gorąco na zewnątrz, gorąco w tramwaju, gdzie czuć pot - przynajmniej wszystko jest na swoim miejscu i nikt nie spodziewa się wsiadając do dwudziestki-szóstki, że natrafi na zapach drogerii. Obecnie lato skończyło się nagle i nastał chłód. Na zewnątrz. Na przystanku zimno, siąpi mżawka, pogoda generalnie do niczego. Nadjeżdża tramwaj, wsiadam z radością i nadzieją - na ogrzanie swoich zmarzniętych części i cząstek.
W środku gorąco. Aż za bardzo, ale w sumie ok, biorąc pod uwagę, że na przystanku zdążyłem wymarznąć. Gorzej, że w środku śmierdzi gównem.
Naprawdę, w przeciwieństwie do redaktorów dziwnych tabletek, nie czerpię satysfakcji z artykułów o gównie, gównianej tematyki felietonów itd. Jestem pruderyjnym chłopczykiem i takie tematy mnie nie kręcą - ale serio, co ja poradzę? Wchodzę do tramwaju i wali gównem w czystej postaci. Wyraźnie ktoś się zesrał, a ja chodzę po wagonie jak ostatni debil, szukając miejsca, gdzie nie śmierdzi. Nie znajduję go, a wszyscy patrzą się na mnie jak na debila. Co ciekawe, patrząc po ludziach, nikomu nie przeszkadza wyżej wymieniony smród. A może to ja jestem jakiś nienormalny? Ale nie przypominam sobie, żeby ktoś narobił mi do nosa w czasie wsiadania do tramwaju, więc jestem pewien, że nie tylko ja to czuję. Dżizus k**wa...
Baba. Ok, dziewczyna. Ale zbabiała. Sądzę, że ma ze 20 lat, ale wygląda na 4 dychy. Ma śmieci. Nie wiem co ma, jestem totalnie wyrozumiałym człowiekiem, nawet bym z chęcią pomógł wynieść jej te "bagaże" z tramwaju, bo nie wygląda na zbyt silną. Ale co ja poradzę, jeśli bagaże (w torbie na śmieci) walą starą cebulą?
Oddalam się w kierunku elektronicznego, nowoczesnego schematu przystanków i udaję pogrążonego w lekturze...
Na trzy przystanki przed pętlą postanawiam usiąść. Nie siadam zwykle, bo wiem, że jak tylko usiądę, na następnym przystanku wsiądzie (na szczęście nie na me kolana, bo osobiście pozwalam sobie stać, jak to już napisałem) trzydzieści siedemdziesięciolatek. Nie mam nic przeciwko ustępowaniu, co nie zmienia faktu, że jakbym nie usiadł, to do końca trasy nie usiadł by nikt inny. Gdy usiądę, po chwili pojawia się postać, z powodu której czuję się zobowiązany ustąpić. Tak, wiem, że potencjalny zboczeniec, który dotrwał do tego momentu notki myśli sobie "zawsze tak to jest".
Dobra, kończę ten mierny wywód. Jak pisałem, jestem pełen zrozumienia dla ludzi, ale są pewne granice jakiegoś współistnienia. Morał: nie róbcie pod siebie w tramwajach!
Jezu, ale ze mnie grafoman. No ale skoro blog jest, to trzeba wylewać żale...
Komentuj (3)
Startuję raz jeszcze.
01.09.2008 :: 00:10
Wykasowałem wszystkie notki jakie tu nagryzmoliłem, co pewnie widać (choć fakt, że przez rok pojawiło się ich z 8, więc strat dużych nie będzie). Szczerze, nie będzie żadnych strat. Notki przyprawiały mnie o mdłości. Nastolatek próbuje przekazywać polityczne prawdy? Ok, mogę trochę napisać o polityce, co sądzę o tym i owym, ale bez przesady. I jeśli już, to chcę zaznaczyć, że wszystko tutaj opisane, widziane jest "okiem prostaka", jaki to tytuł będzie od teraz nosił ten blog.
Niestety, moja inspiracja do napisania nowej notki właśnie wystawiła mnie do wiatru. Zlikwidowała, a w zasadzie zlikwidował swoje gronowe fotografie z manifestacji narodowców. A szkoda, bo to niesamowite zestawienie - koleś zachwycający się koncertem funkowej kapeli, mający w profilu zdjęcie czarnoskórego człowieka z podpisem "WTF?". A może to tak dla zgrywy? W każdym bądź razie, nie chcę tutaj pisać o konkretnym przypadku, więc to nie istotne. Istotne jest to, że przypadków jest wiele. Widzę zdjęcia typków z polskimi sztandarami i homofobicznymi hasłami na t-shirtach. Typków, którzy sami wyglądają tak, iż jakby któryś zaproponował mi piwko w pubie, to dałbym mu w ryja (albo uciekł jakby był większy, ale w sumie większy wymiar odebrałby mu gejowatości) bez żadnych pytań, bo bałbym się, że chce mnie poderwać. Naprawdę, o wiele łatwiej by było, jakby byli klasycznymi narodowcami, łysymi bykami o stalowych spojrzeniach, przynajmniej wiadomo od razu czego się spodziewać po takim człowieku.
Przeraża mnie fakt, że ostatnio bycie "na prawo", bycie homofobem, rasistą i propagowanie tym podobnych dewiacji jest nie mniej modne, niż chodzenie na antify i bycie "peace & love". Nie pochwalam ani jednych ani drugich skrajności, a w gruncie rzeczy to dopóki z nikim nie mam na pieńku i nikt nie prześladuje mnie ani moich przyjaciół, jest mi to wszystko dosyć obojętne. No ale mam prawo o tym trochę pogryzmolić, czyż nie?
Mechanizm jest w wielu wypadkach dość prosty. Mamy kilku nażelowanych modnisiów (oj, znowu uogólnienie), którzy w wieku 15, 16, 17 lat nie mają żadnych poglądów, zainteresowań - wiadomo o co chodzi. W liceum, klubie sportowym czy innej placówce, w której pobyt do niczego nie doprowadzi 85% uczęszczających tam osobników poznają oni swojego guru, reprezentującego poglądy delikatnie rzecz nazywając "mocno prawicowe". I generalnie, piękna perspektywa - pójść, pokrzyczeć, odreagować kompleksy, stłuc kogoś za pomocą silniejszych kolegów, porzucać kamieniami, a wszystko pod przykrywką patriotyzmu, miłości do Najjaśniejszej itd. Wszystko jest proste - guru znajduje poklask i przede wszystkim "świeże mięso", które poprawi późniejsze manifestacyjne statystki, a indywidua, które wyżej opisuje znajdują akceptację, wydaje im się, że znaleźli swoje poglądy..
Nie mówię, że szanuje kogokolwiek, kogo filozofia życiowa opiera się na nienawiści do drugiego człowieka spowodowanej przynależnością etniczną, narodową, religijną etc. Ale jak ktoś potrafi powiedzieć czemu ma takie a nie inne poglądy - ok, może kogoś skrzywdził czarnoskóry człowiek - wtedy faktycznie, ktoś może czuć silną niechęć i to w jakiś sposób rozumiem. Fakt, nadal jest to nonsens - to tak jak pójść do ambasady niemieckiej i pobić jakiegoś Helmuta za to, co 70 lat temu wyprawiali hitlerowcy. Ale zrozumiem to prędzej, niż jakiegoś konformistycznego gnojka. Gnojka, który gra w koszykówkę, słucha rapu i upiera się przy swojej nienawiści do czarnych.
Jedyna nadzieja w tym, że każda moda z czasem przemija.
Aha, żeby nie było - nie należę też do tych chorych ludzi, dla których przestępstwem jest opowiedzenie dowcipu o Żydzie. A i o tym problemie pewnie w najbliższym czasie napiszę.
Komentuj (1)
18.09.2008 :: 02:28
Mój ponowny blogowy start trochę nie wyszedł, nie było notek - ale nietypowo nie z tego powodu, że mi się nie chciało, a z tego, że mnie nie było - wyjechałem. Co nie zmienia faktu, że jakbym był, to pewnie by mi się nie chciało.
Ciekawy tytuł notki, nie? Tak, wiem, na serwisach typu joemonster czy tam innych (c)humorystycznych stronach, istnieje możliwość przeczytania kolejnych części przygód quasi-adasi miauczyńskich, pisanych przez mniej lub bardziej pisarsko uzdolnionych, domorosłych Marków Koterskich. Ale naprawdę, rozumiem tych ludzi. Rozumiem ich narastający sprzeciw wobec rzeczywistości. Żeby nie nazwać tego zwyczajnym wku***eniem.
A tę wyrozumiałość daje mi podróż tramwajem. W sumie, przyzwyczaiłem się do pory letniej, gdy jest gorąco na zewnątrz, gorąco w tramwaju, gdzie czuć pot - przynajmniej wszystko jest na swoim miejscu i nikt nie spodziewa się wsiadając do dwudziestki-szóstki, że natrafi na zapach drogerii. Obecnie lato skończyło się nagle i nastał chłód. Na zewnątrz. Na przystanku zimno, siąpi mżawka, pogoda generalnie do niczego. Nadjeżdża tramwaj, wsiadam z radością i nadzieją - na ogrzanie swoich zmarzniętych części i cząstek.
W środku gorąco. Aż za bardzo, ale w sumie ok, biorąc pod uwagę, że na przystanku zdążyłem wymarznąć. Gorzej, że w środku śmierdzi gównem.
Naprawdę, w przeciwieństwie do redaktorów dziwnych tabletek, nie czerpię satysfakcji z artykułów o gównie, gównianej tematyki felietonów itd. Jestem pruderyjnym chłopczykiem i takie tematy mnie nie kręcą - ale serio, co ja poradzę? Wchodzę do tramwaju i wali gównem w czystej postaci. Wyraźnie ktoś się zesrał, a ja chodzę po wagonie jak ostatni debil, szukając miejsca, gdzie nie śmierdzi. Nie znajduję go, a wszyscy patrzą się na mnie jak na debila. Co ciekawe, patrząc po ludziach, nikomu nie przeszkadza wyżej wymieniony smród. A może to ja jestem jakiś nienormalny? Ale nie przypominam sobie, żeby ktoś narobił mi do nosa w czasie wsiadania do tramwaju, więc jestem pewien, że nie tylko ja to czuję. Dżizus k**wa...
Baba. Ok, dziewczyna. Ale zbabiała. Sądzę, że ma ze 20 lat, ale wygląda na 4 dychy. Ma śmieci. Nie wiem co ma, jestem totalnie wyrozumiałym człowiekiem, nawet bym z chęcią pomógł wynieść jej te "bagaże" z tramwaju, bo nie wygląda na zbyt silną. Ale co ja poradzę, jeśli bagaże (w torbie na śmieci) walą starą cebulą?
Oddalam się w kierunku elektronicznego, nowoczesnego schematu przystanków i udaję pogrążonego w lekturze...
Na trzy przystanki przed pętlą postanawiam usiąść. Nie siadam zwykle, bo wiem, że jak tylko usiądę, na następnym przystanku wsiądzie (na szczęście nie na me kolana, bo osobiście pozwalam sobie stać, jak to już napisałem) trzydzieści siedemdziesięciolatek. Nie mam nic przeciwko ustępowaniu, co nie zmienia faktu, że jakbym nie usiadł, to do końca trasy nie usiadł by nikt inny. Gdy usiądę, po chwili pojawia się postać, z powodu której czuję się zobowiązany ustąpić. Tak, wiem, że potencjalny zboczeniec, który dotrwał do tego momentu notki myśli sobie "zawsze tak to jest".
Dobra, kończę ten mierny wywód. Jak pisałem, jestem pełen zrozumienia dla ludzi, ale są pewne granice jakiegoś współistnienia. Morał: nie róbcie pod siebie w tramwajach!
Jezu, ale ze mnie grafoman. No ale skoro blog jest, to trzeba wylewać żale...
Komentuj (3)
Startuję raz jeszcze.
01.09.2008 :: 00:10
Wykasowałem wszystkie notki jakie tu nagryzmoliłem, co pewnie widać (choć fakt, że przez rok pojawiło się ich z 8, więc strat dużych nie będzie). Szczerze, nie będzie żadnych strat. Notki przyprawiały mnie o mdłości. Nastolatek próbuje przekazywać polityczne prawdy? Ok, mogę trochę napisać o polityce, co sądzę o tym i owym, ale bez przesady. I jeśli już, to chcę zaznaczyć, że wszystko tutaj opisane, widziane jest "okiem prostaka", jaki to tytuł będzie od teraz nosił ten blog.
Niestety, moja inspiracja do napisania nowej notki właśnie wystawiła mnie do wiatru. Zlikwidowała, a w zasadzie zlikwidował swoje gronowe fotografie z manifestacji narodowców. A szkoda, bo to niesamowite zestawienie - koleś zachwycający się koncertem funkowej kapeli, mający w profilu zdjęcie czarnoskórego człowieka z podpisem "WTF?". A może to tak dla zgrywy? W każdym bądź razie, nie chcę tutaj pisać o konkretnym przypadku, więc to nie istotne. Istotne jest to, że przypadków jest wiele. Widzę zdjęcia typków z polskimi sztandarami i homofobicznymi hasłami na t-shirtach. Typków, którzy sami wyglądają tak, iż jakby któryś zaproponował mi piwko w pubie, to dałbym mu w ryja (albo uciekł jakby był większy, ale w sumie większy wymiar odebrałby mu gejowatości) bez żadnych pytań, bo bałbym się, że chce mnie poderwać. Naprawdę, o wiele łatwiej by było, jakby byli klasycznymi narodowcami, łysymi bykami o stalowych spojrzeniach, przynajmniej wiadomo od razu czego się spodziewać po takim człowieku.
Przeraża mnie fakt, że ostatnio bycie "na prawo", bycie homofobem, rasistą i propagowanie tym podobnych dewiacji jest nie mniej modne, niż chodzenie na antify i bycie "peace & love". Nie pochwalam ani jednych ani drugich skrajności, a w gruncie rzeczy to dopóki z nikim nie mam na pieńku i nikt nie prześladuje mnie ani moich przyjaciół, jest mi to wszystko dosyć obojętne. No ale mam prawo o tym trochę pogryzmolić, czyż nie?
Mechanizm jest w wielu wypadkach dość prosty. Mamy kilku nażelowanych modnisiów (oj, znowu uogólnienie), którzy w wieku 15, 16, 17 lat nie mają żadnych poglądów, zainteresowań - wiadomo o co chodzi. W liceum, klubie sportowym czy innej placówce, w której pobyt do niczego nie doprowadzi 85% uczęszczających tam osobników poznają oni swojego guru, reprezentującego poglądy delikatnie rzecz nazywając "mocno prawicowe". I generalnie, piękna perspektywa - pójść, pokrzyczeć, odreagować kompleksy, stłuc kogoś za pomocą silniejszych kolegów, porzucać kamieniami, a wszystko pod przykrywką patriotyzmu, miłości do Najjaśniejszej itd. Wszystko jest proste - guru znajduje poklask i przede wszystkim "świeże mięso", które poprawi późniejsze manifestacyjne statystki, a indywidua, które wyżej opisuje znajdują akceptację, wydaje im się, że znaleźli swoje poglądy..
Nie mówię, że szanuje kogokolwiek, kogo filozofia życiowa opiera się na nienawiści do drugiego człowieka spowodowanej przynależnością etniczną, narodową, religijną etc. Ale jak ktoś potrafi powiedzieć czemu ma takie a nie inne poglądy - ok, może kogoś skrzywdził czarnoskóry człowiek - wtedy faktycznie, ktoś może czuć silną niechęć i to w jakiś sposób rozumiem. Fakt, nadal jest to nonsens - to tak jak pójść do ambasady niemieckiej i pobić jakiegoś Helmuta za to, co 70 lat temu wyprawiali hitlerowcy. Ale zrozumiem to prędzej, niż jakiegoś konformistycznego gnojka. Gnojka, który gra w koszykówkę, słucha rapu i upiera się przy swojej nienawiści do czarnych.
Jedyna nadzieja w tym, że każda moda z czasem przemija.
Aha, żeby nie było - nie należę też do tych chorych ludzi, dla których przestępstwem jest opowiedzenie dowcipu o Żydzie. A i o tym problemie pewnie w najbliższym czasie napiszę.
Komentuj (1)